RPS / DJ Zel – DDA (Recenzja)

„Spełniam marzenia w rapie, stawiam na trueschool!” czyli „DDA”!

Peja i DJ Zel doskonale wiedzą jak robić prawdziwy rap w klasycznym wydaniu. Bycie weteranem w hip-hopie nie oznacza jednak ani emerytury, ani demencji. MC i producent są w formie cały czas, a ich ogromne doświadczenie procentuje. „DDA” to jedna z najlepszych płyt spod szyldu RPS w ostatnich latach.

1. Old school players to new school fools…
Rychu nie musi nagrywać dissów, żeby rozstawić słabych MC’s po kątach. W numerach „Emanon”, „W czasie gdy…” i „Jak zły szeląg” Peja bez owijania w bawełnę opisuje obecną sytuację w rapgrze. Wielu nijakich raperów powinno wziąć sobie te tracki do serca, zawiesić mikrofon na kołku i wrócić do samego słuchania muzyki. Tak doświadczony raper jak Peja widzi dużo więcej niż przeciętny żółtodziób i dlatego warto posłuchać nawijki rap-profesora w kwestii kondycji rodzimej sceny.
2. Uliczna sława, która dumą mnie napawa!
Chociaż życie Peji mocno zmieniło się na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat, jego korzenie cały czas są na poznańskich ulicach. Kawałki „S.L.U.M.S.” i „Nowy level ulicy” dowodzą, że Rychu nie zapomniał o tym skąd pochodzi. Dojrzały facet, który pamięta jak wygląda życie na ulicy, może o nim nawijać z nieco innej perspektywy niż dotychczas. Bieda i dobrobyt, pijaństwo i trzeźwość, hejterzy i przyjaciele – Peja poznał to wszystko na własnej skórze i nie wypiera się korzeni.
3. Peja, rap i ludzie

Na poprzednich płytach Rychu mocno rozliczył się ze swoich osobistych spraw. Teraz więcej miejsca na krążku poświęcił trackom, które mogą w pewien sposób pomagać fanom. „Salute” i „Woda życia” to numery, w których każdy słuchacz jest w stanie znaleźć wersy o sobie samym i popełnianych błędach. „Druga szansa” to z kolei świetnie opowiedziana historia pod względem tematu, przekazu i sposobu narracji. Kilkoma kawałkami Rychu udowodnił, że jest cały czas blisko swoich fanów, a jego rap ma dawać im moc do działania i zwracać uwagę na istotne sprawy.

4. Daj mi beat

Chociaż Peja jest magnesem przyciągającym słuchaczy, to produkcje Zela są w przypadku płyty „DDA” równie ważne jak dobre wersy Rycha. Klimatyczne, klasyczne brzmienie to główna cecha rozpoznawcza warstwy muzycznej tego albumu. Chociaż intro i outro wydają się trochę oderwane od całości krążka, to pozostałe podkłady są w większości na bardzo wysokim poziomie. Wśród tak dobrych instrumentali ciężko wartościować które są najlepsze. Z pewnością najbardziej charakterystycznymi z nich są beaty do wspomnianego już „S.L.U.M.S.” oraz „Big Fejm” i „Grand Champ”.

5. Goście, goście

Do udziału w swoim najnowszym projekcie Peja i DJ Zel zaprosili sporo innych artystów. Wielu z nich wypadło bardzo dobrze, kilku niestety gorzej. Do pierwszej grupy z pewnością można zaliczyć Ryfę Ri, Buczera, Dono, Sokoła i Marysię oraz przede wszystkim Lukasyno (świetna gościna w numerze „Nowy level ulicy”). Miłym zaskoczeniem jest też przyzwoity występ PIHa (kawałek Eazy Rider”). Całe szczęście, słabszych gościn jest mniej niż tych dobrych. O ile zwrotka Śliwy w „Kill Bill” jest „tylko” trochę bez wyrazu, o tyle RDW i Fu w „Złych emocjach” brzmią fatalnie. Występu ikony Hemp Gru również nie można zaliczyć do udanych. Z całym szacunkiem dla Wilka, ale bałem się, że MC skona zanim dotrwa do końca swojej zwrotki w numerze „Rap Weteran”. Oprócz wspominanych wyżej na krążku udzielili się też Wiraszko oraz 3 Credits.
Peja i DJ Zel stworzyli dobre collabo i jednocześnie solidny album w stylu starej szkoły rapu. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zakończenie działalności Slums Attack dało Rychowi zastrzyk nowej energii i nie wpływa negatywnie na jego solową karierę. Z kolei Zel produkcjami stworzonymi na „DDA” przypomniał, że jest utalentowanym producentem, który potrafi stworzyć charakterystyczne i spójne instrumentale. „DDA” to świetny materiał będący połączeniem doświadczenia, pasji i miłości do hip-hopu.

Płytę można kupić TUTAJ

dda

Komentarze

Komentarz

News Reporter