Sztoss – „81” (Recenzja)

Sztoss od czasu swojej EP-ki „Rozgrzewka” oraz wspólnych numerów z Tallibem odbił w zupełnie inną stronę niż rytmy z pogranicza reggae i dancehallu. Jego najnowszy album „81” bardziej przypomina nowoczesne R’n’B, niż jamajskie riddimy. Czy taka zmiana wyszła muzykowi z Lublina na dobre?

 

Niestety, solówka Sztossa nie powala na kolana, tym bardziej jeśli ktoś śledzi jego twórcze poczynania od dłuższego czasu. „81” to materiał zaledwie poprawny, w którym wokalista chyba za wszelką cenę chciał nadążyć za newschoolowymi trendami, gubiąc przy tym autentyczność znaną chociażby z występów ze swoim bratem na antenie Radia Czwórki. W odsłuchu albumu wręcz przeszkadza nadmiar autotune’ów. Przeładowanie kawałków tym elementem nie ma żadnego sensownego uzasadnienia, tym bardziej, że Sztoss jest naprawdę uzdolnionym wokalistą, który nie musi maskować braków warsztatowych. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że tekstowo Sztoss zaliczył regres. W wielu przypadkach wersy są zwyczajnie płytkie i nie wnoszą żadnego ciekawego przekazu. Mimo wszystko akurat ten fakt można jakoś przeżyć, zważywszy na to, że cały album to zbiór bardziej imprezowych produkcji. W tej kwestii szacunek należy się S4k, który zajął się produkcją muzyczną płyty. Podkłady są naprawdę na czasie, słucha się ich dobrze i bez cienia wstydu mogłyby znaleźć się na krążkach zachodnich artystów.

Połączenie bujającego R’n’B i możliwości wokalnych Sztossa miało ogromny potencjał, jednak w ogólnym rozrachunku wyszło przeciętnie. Pomimo świetnej warstwy muzycznej, średnie teksty i zbyt duża liczba efektów nałożonych na wokal zaniżyły poziom całego krążka. Szukanie nowych muzycznych inspiracji tym razem zakończyło się fiaskiem – Sztoss zdecydowanie lepiej brzmi w reggae’owych numerach. Podsumowaniem albumu „81” mogłaby być parafraza fragmentu kawałka „Tylko” z debiutu muzyka: „Nastały zwyczaje dziwne ROBIENIA tego co modne, ale na pewno nie ja, nie ja…”.

Komentarze

Komentarz

News Reporter